Wróć do bloga Skuteczna nauka

Jak dobrze robić fiszki

Błażej4 min czytania
Kobieta pisząca w notatniku, tworząca kreatywne notatki do nauki

Dlaczego refren piosenki sprzed kilkunastu lat potrafisz zanucić bez chwili zastanowienia? A numer telefonu powtórzony przed momentem kilka razy ulatuje, zanim zdążysz go zapisać? Różnica nie bierze się z tego, ile razy dana informacja przewinęła się przez głowę. Numer pojawił się przecież świeżo i wielokrotnie, a refrenu nikt nikomu nie kazał wkuwać. O tym, co zostaje, a co znika, decyduje coś innego, i właśnie to coś jest sednem każdej dobrze zrobionej fiszki.

Fergus Craik i Robert Lockhart opisali ten mechanizm już w 1972 roku1. Z ich pracy wynika, że trwałość śladu pamięciowego zależy nie od liczby powtórzeń. Liczy się głębokość, na jakiej mózg przetworzył informację. Samo powtarzanie tej samej treści w kółko, utrzymujące materiał na jednym, powierzchownym poziomie, niemal nie buduje pamięci długotrwałej. Trwały ślad powstaje dopiero wtedy, gdy sięgamy po znaczenie, gdy coś zrozumiemy. Łączymy to z tym, co już wiemy, i nadajemy temu sens. W badaniach nad mimowolnym uczeniem się porównano dwa różne zadania. Jedno z nich, które kazało ocenić znaczenie słowa, dawało nawet 4 razy lepsze odtwarzanie niż czysto techniczne wykreślanie samogłosek. Mózg nie zapamiętuje więc tego, co widzi najczęściej, tylko to, co przetwarza najgłębiej. A skoro tak, fiszka przestaje być kartką do odczytania. Staje się narzędziem, które ma wywołać w głowie konkretną, głęboką operację.

To określa najlepszy moment, w którym warto się zabrać do robienia fiszek. Najczęstszy odruch wygląda tak: bierzemy materiał, którego jeszcze dobrze nie rozumiemy. Przepisujemy całą definicję na rewers i liczymy, że reszty dopełni powtarzanie. Problem w tym, że jeśli czegoś nie rozumiesz, powtarzanie pozostaje tym najpłytszym, podtrzymującym rodzajem — wkuwasz ciąg słów, nie ich sens. Dlatego pierwszy krok wypada jeszcze zanim cokolwiek zapiszesz: najpierw zrozum. Tworzenie fiszki powinno domykać rozumienie, a nie je zastępować. Bo kiedy naprawdę pojmujesz, o co chodzi, twoja odpowiedź sama przywołuje znaczenie, czyli uruchamia ten głęboki i trwały sposób przetwarzania.

Kiedy materiał jest już zrozumiany, pozostaje pytanie, jak go pociąć. Tu intuicja znowu podpowiada źle: skoro dobra fiszka ma wszystko wyjaśnić, upchnijmy na rewersie pełną definicję ze wszystkimi wyjątkami. Tymczasem karta obładowana kilkoma faktami naraz rozprasza uwagę, bo pamięć robocza mieści jednorazowo bardzo niewiele. Dlatego zamiast przetworzyć jedną rzecz głęboko, prześlizgujesz się po całym bloku powierzchownie. Przypomina to przepełnioną torbę, w której niby jest wszystko, ale nie sposób niczego w niej znaleźć. Stąd druga zasada: jedna fiszka to jedno pytanie i jedna odpowiedź. Dobrym sprawdzianem jest próba rozbicia — jeśli rewers da się podzielić na dwie sensowne fiszki, podziel go. Atomowość nie jest minimalizmem dla samego minimalizmu. Uwalnia miejsce, żeby mózg mógł się głęboko zaangażować w przywołanie tej jednej odpowiedzi, która została na karcie.

Jest jeszcze sposób, by tę głębię wzmocnić — uczynić fiszkę naprawdę swoją. Norman Slamecka i Peter Graf2 opisali efekt generowania. Informacja wytworzona samodzielnie zapamiętuje się lepiej niż ta tylko przeczytana, i to we wszystkich sprawdzanych miarach pamięci. W praktyce oznacza to, że odpowiedź warto sformułować własnymi słowami, zamiast kopiować ją z notatek. Własne fiszki warto robić samemu, zamiast pobierać gotowe talie. Gotowy zestaw oszczędza bowiem czas dokładnie tam, gdzie ten wysiłek był najbardziej potrzebny. Do tego dochodzi drugi kanał. Allan Paivio3 pokazał, że umysł koduje informację równolegle w systemie słownym i obrazowym. Kiedy więc słowu towarzyszy obraz, powstają dwa ślady zamiast jednego i dwie drogi dojścia do tej samej treści. Prosta ikona dorzucona do trudnej fiszki to dwie sekundy pracy, a uruchamia od razu dwa mechanizmy pamięci.

Dobrze przemyślana fiszka to jednak dopiero połowa sukcesu — druga połowa to środowisko, w którym ją tworzysz. Najlepsze zasady na nic się zdadzą, jeśli samo robienie fiszek jest zbyt żmudne. W pośpiechu wracasz wtedy do przepisywania całych definicji. Właśnie z myślą o takich fiszkach – sensownych i prostych – powstało Glimsy. Chodziło o to, żeby rozbicie materiału na pojedyncze myśli, ujęcie odpowiedzi własnymi słowami czy dorzucenie prostego obrazka było kwestią chwili. Tworzenie fiszek nie miało być walką z narzędziem. Kiedy tworzenie dobrej karty staje się naturalne i przyjemne, znikają wymówki, które zwykle popychają ku płytkiej, wygodnej drodze. A im więcej takich przemyślanych fiszek zbudujesz, tym więcej zostaje w głowie. Każda z nich z osobna zmusza mózg do tej głębokiej pracy, po której pamięć naprawdę trwale zachowa informacje.

Nie musisz wywracać całego swojego sposobu uczenia się do góry nogami. Wystarczy, że następnym razem, tworząc nową fiszkę, najpierw zatrzymasz się na chwilę, żeby zrozumieć. Potem zapiszesz na karcie jedną myśl, ujmiesz ją własnymi słowami i — jeśli rzecz jest trudna — dorzucisz mały obrazek. Na początku będzie to wolniejsze i bardziej męczące niż przepisanie gotowej definicji, ale ten opór jest dobrym znakiem. To dowód, że mózg wykonuje właśnie tę głęboką pracę, po której naprawdę coś zostaje. Łatwa, wygodna droga daje miłe złudzenie postępu i ulatuje jak tamten numer telefonu. Ta odrobinę trudniejsza zostaje z tobą jak refren, którego już się nie da zapomnieć.

Przypisy

  1. 1Craik, F. I. M., & Lockhart, R. S. (1972). Levels of Processing: A Framework for Memory Research. Journal of Verbal Learning and Verbal Behavior, 11, 671–684.
  2. 2Slamecka, N. J., & Graf, P. (1978). The Generation Effect: Delineation of a Phenomenon. Journal of Experimental Psychology: Human Learning and Memory, 4, 592–604.
  3. 3Paivio, A. (1971). Imagery and Verbal Processes. New York: Holt, Rinehart and Winston.